Featured Video Play Icon
Kuala Lumpur. Pięknie wideo i muzyka
18 czerwca 2015
Kuala Lumpur Куала-Лумпур
Kuala Lumpur: 1 dzień 3 kultury
28 czerwca 2015
Show all

3 miesiące wymarzonego życia

23 marca 2015 r. po siedmiu latach spędzonych w Warszawie wylądowałam w Bangkoku.

 

Minęły równo 3 miesiące nowego życia, które sama sobie wybrałam – bez szefów, deadline’ów i meetingów, z odpowiedzialnością tylko i wyłącznie przed sobą, w poszukiwaniu swojego przeznaczenia, życia w gorącu, nad morzem, z palmami i kokosami, w kraju świeżych warzyw i owoców, wielu kolorów, smaków i pięknej przyrody.

Hua Hin

 

Kiedy przyjechałam do Hua Hin byłam zafascynowana pięknem tego miasta, zakochana w morzu i słońcu, w gorącu i dostępności warzyw i owoców. Dałam sobie 3 miesiące, żeby sprawdzić, czy życie, które wydawało mi się idealne wtedy w Warszawie tak naprawdę mi pasuje.

Wiem, trzy miesiące to bardzo mały czas dla podsumowań, ale na pewno to już nie jest pierwsze wrażenie kiedy na wszystko się patrzy przez różowe okulary.

Hua Hin

 

Klimat

 

Hua Hin

 

Dawno chciałam mieszkać w ciepłym klimacie, żeby cały czas świeciło słońce i nie trzeba było martwić się o pogodę na weekend. Czy znudził mi się upał? Czy mam dość feels like 40 C codziennie?

 

Szczerze, moja idealna temperatura do życia to 26 C, więc codzienny mega upał, który trwał cały kwiecień, maj i połowę czerwca dał się we znaki. Prawie miesiąc zajęła mi adaptacja do nowej temperatury.

 

Miesiąc organizm się dostosowywał do nowego otoczenia przez co na początku prawie nie mogłam się na niczym skupić, chciało się non stop spać i czułam słabość. Miałam wrażenie, że dzień mija, a ja nic nie robię. W Hua Hin bardzo szybko staje się ciemno, o 18.30 miałam wrażenie, że jest już 21 i trzeba niedługo kłaść się spać. Nie potrafiłam ułożyć swojego dnia tak by maksymalnie z niego korzystać.

 

Po miesiącu dostosowałam się: ciało już nie reaguje na upał tak jak na początku, przez wcześniejsze wstawanie nauczyłam się dobrze wykorzystywać dzień i pracować nawet podczas najgorszych godzin – 12-15. Zachód słońca już nie kojarzy mi się z nocą, tylko wieczorem, czasem, kiedy temperatura minimalnie spada i można znowu coś robić.

 

Skóra odżyła i nie muszę ciągle smarować się kremem jak w Polsce, gdzie nawet latem musiałam nawilżać ręce, nie mówiąc już o zimie. Włosy zrobiły się naturalnie jaśniejsze, co mi się bardzo podoba.

me in hua hin

Cześć :) Miło Cię widzieć na moim blogu!

 

Mimo że podczas upałów jest ciężko, to zdecydowanie wolę taki klimat niż rosyjską czy polską pogodę.

 

Morze

 

Hua Hin

Khao Tao, Hua Hin

Moje marzenie od dawna – mieszkać nad morzem, i to nie nad Bałtykiem, tylko ciepłym morzem, żeby przez cały rok można byłoby się kąpać. I co? Czy to prawda, że Ci którzy mieszkają nad morzem rzadko się w nim kąpią?

Starfish, Ao Manao

Rozgwiazda, Ao Manao, photo by whereiseve.pl

Dostałam jeden z najlepszych prezentów od losu – dom w 2 min pieszo od ciepłego morza z piękną piaszczystą plażą. Pamiętam swoje pierwsze wrażenie jak ją zobaczyłam – stałam z otwartą buzią i nie mogłam uwierzyć swojemu szczęściu.

Hua Hin beach

Wschód słońca na plaży Hua Hin

 

Na początku chodziłam nad morze prawie codziennie – opalać się, kąpać się, po prostu posiedzieć na brzegu. Nauczyłam się rozróżniać morze, po raz pierwszy widziałam co to są przypływy i odpływy, widziałam milion krabów na plaży oraz kalmary, ryby i raków na brzegu.

 

Z czasem morze się zmieniło i pojawiły się meduzy, które z tego co znalazłam w sieci są bardzo niebezpieczne. Na brzegu pojawiły się okropnie gryzące meszki, przeciw którym nie działają żadne muggi… Wciąż przychodzę posiedzieć nad morzem, pochodzić po brzegu, ale rzadziej.

 

Jogging po plaży jak filmach i klipach? Forget it. Jest tak wilgotno i gorąco, a do tego piasek momentalnie wchodzi w buty, że 1 km wydaje Ci się jak byś przebiegł 5 km…

 

Wciąż bardzo doceniam i kocham morze, które jest najlepszym miejscem na oglądanie wschodu słońca, medytacje, uporządkowanie myśli i relaks.

 

Świeże owoce i warzywa

 

longan

Tak bardzo tęskniłam za prawdziwymi bananami, mango i innymi owocami, które tutaj rosną na drzewach a nie dojrzewają na statkach. I co, nadal je jem?

 

Tak! Mango i banany to już jak jabłka i pomarańcze w Polsce – zawsze są w lodówce. Tak samo jak papaya, która w Polsce kosztuje chore pieniądze, tutaj jest tania, jak marchewka, tylko jej już prawie nie mogę jeść – przejadła się… W Hua Hin nie ma cytryn, czereśni, które kocham nad życie, oraz malin, truskawek i innych naszych jagód. Nie można mieć wszystkiego, wiadomo. Natomiast tak dużo warzyw i owoców w życiu nie jadłam!

Hua Hin

Jedzenie

 

tom yam

Najlepsza tajska zupa sprzedawana na plaży w Cha-Am

Mieszkając w Tajlandii pierwszy raz doświadczyłam tego, jak bardzo ważne jest zdrowe jedzenie. Tutaj takie rzeczy jak chleb, masło, ser żółty, twaróg, szynka, kiełbasa, serki do smarowania oraz smaczne bułeczki to górna półka cenowa, więc oczywiście z tego wszystkiego musiałam zrezygnować. Odczułam to od razu w ciele – czuję się ze sobą razy lepiej niż w Polsce. Tutaj jest raj dla tych, którzy chcą schudnąć, ale w sumie przytyć też można – niezdrowego jedzenia też jest dużo.

Hua Hin vineyards

Winnice w Hua Hin, photo by koprowitz.pl

Brakuje mi bardzo serków wiejskich, dobrych kanapek, wędlin i kefiru… Bardzo tęsknię za „swoim” jedzeniem, uspokaja mnie fakt, że jednak kanapki, kiełbasy i majonezy, oraz cała kuchnia polska i rosyjska przeważnie nie są zdrowe. Ryż, warzywa i owoce to podstawa mojej nowej diety.

 

Tajowie i ich mentalność

 

Hua Hin

Dla przeciętnego Taja biały człowiek zawsze będzie się kojarzyć z zamożnością. W sumie patrząc na to jak mieszka tutaj większość ludzi, to naprawdę my tam u siebie nawet w małych miastach Rosji żyjemy na bogato. Niestety oni nigdy nie zrozumieją, że są Europejczycy i nawet Rosjanie, którzy przyjeżdżają tu bez wielkich majątków i żyją naprawdę skromnie. Dlatego na swój ulubiony targ zawsze chodzę bez makijażu, jak najprościej ubrana i mówię dzień dobry i dziękuję po tajsku, przez co czasami dostaję lepsze ceny.

 

Tajowie są fatalnymi kierowcami, to fakt, ale nie zostaje nic innego, jak jeździć po ichniemu i dostosowywać się. Wkurzanie się nie pomaga, oni nigdy nie będą jeździć według zasad znanych nam oraz przepuszczać pieszych.

Hua Hin

Im nigdzie się nigdy nie śpieszy, i nie zostaje nic innego jak też zwolnić tępo i po prostu wyluzować czekając na to jak właściciel naprawi wodę w mieszkaniu, lub jak przyjedzie prawie godzinę spóźniony pociąg.

 

Przyjaciele i rodzina

 

Khao Tao, Hua Hin

photo by Ekaterina Kovrigina

Moje relacje z rodzicami nie uległy zmianie, dlatego że żyjemy na odległość już od 7 lat. Ale wyjazd do Azji zmotywował mojego tatę zainstalować skype, co było dla niego nie lada wyzwaniem. Rodzice też poszerzają razem ze mną swoją wiedzę na temat tajskiej kultury, przyrody, zwyczajów i podróżują oglądając moje zdjęcia.

Czuję że przyjaciele to tak naprawdę największa cena, którą płacę za ten wyjazd. Co raz mniej jestem w temacie, co raz mniej wiem, co u kogo się dzieję. Jest spora różnica czasu, więc mało z kim można się złapać w czasie dnia, a na długie maile mało kto ma czas. Ja to rozumiem, co nie zmienia faktu, że jest mi przykro, że nie mogę teraz cieszyć się latem ze swoimi dziewczynami, wspierać ich w ciężkim sytuacjach oraz tańczyć razem na Barce jak kiedyś…

Po woli zaczynam mieć znajomych tu w Hua Hin. Szczerze powiem, że wszyscy oni są farangami. Z Tajami ciężko jest nawiązać jakiś bliższy kontakt, dlatego że mało kto w ogóle tu mówi po angielsku.

 

Rozwój

 

Hua Hin

photo by koprowitz.pl

Nigdy w życiu nie przeczytałam tyle książek w tak krótkim czasie jak tu. I to jest to – po to tu przyjechałam, bo wszystkie książki są o rozwoju osobistym i związane są z tym, co chciałabym robić w przyszłości. Mam też pewien pomysł na siebie :)

Hua Hin

Natomiast wyjątkowo ciężko idą mi samodzielne treningi. Po to przecież płaciłam Jatomi, żeby mieć motywację chodzić 3-5 razy w tygodniu na siłownię… Sport w Tajlandii jest drogi, ceny są wyższe niż w Polsce, co strasznie mnie rozczarowało, i nie pozostaje mi nic oprócz Chodakowskiej na Youtube, którą już znam na pamięć. (Jeśli znacie jakichś fajnych trenerów dostępnych na YT proszę podzielcie się nimi w komentarzach!)

Hua Hin

Hutsadin Elephant Foundation in Hua Hin

Już mieszkając w Polsce zrozumiałam, że najgorsze podejście jakie można przyjąć będąc w obcym kraju to trzymać się mocno swoich zasad i oczekiwać, że ten kraj się zmieni pod Ciebie.

Góra nietoperzy niedaleko Cha-Am.

Góra nietoperzy niedaleko Cha-Am. Codziennie o określonej godzinie gromada nietoperzy wylatuje z jaskini. Show trwa ok 10 minut. Czujesz się jak w „Lost”…

Życie w obcym kraju i obcej kulturze to ciągłe dostosowywanie się i akceptacja tego, jak jest i że nie będzie po Twojemu, ciągłe przypominanie sobie, że to Ty musisz się dostosować, nie ten kraj. Kiedy to przyjmujesz, przestajesz walczyć z tym co inne i „nieprawidłowe” zaczynasz się cieszyć tą odmiennością, zaczynasz się uczyć i czerpać dla siebie to, czego nie ma Twoja kultura, wzbogacasz się i stajesz się mądrzejszy, bardziej doświadczony, nabierasz dystansu do siebie, swojego kraju, ludzi i odpuszczasz krytykę, bo wszystko może być białe albo czarne, dobre albo złe, zależy z jakiego punktu widzenia na to popatrzeć.

______________

Szczerze powiem, to nie były łatwe 3 miesiące, jak może to się wydawać. Ten czas był pełen wyzwań, prób, wyjść poza strefę komfortu, pracy nad sobą, poznania siebie z nowej strony, popełniania błędów, uświadamiania ich sobie, chęci naprawy, słów krytyki od bliskich, analizy i rozwoju, śmiechu, łez, poczucia niebezpieczeństwa, braku wiary, potem jeszcze mocniejszej wiary, poczucia samotności, bezradności, smutku, tęsknoty, bogactwa, jeszcze większego otwarcia się na świat…

Bez wątpienia powiem: było warto i jest warte nadal!

Dlatego jeśli teraz czytasz ten tekst i od dawna chcesz coś zmienić w swoim życiu to zacznij robić to już, tak po prostu zrób pierwszy krok ku swojemu marzeniu i żyj jak bohater.

Follow your dreams

Anahata Blog
Anahata Blog
Żyj świadomie
  • Podobno zawsze najgorsze są początki, więc jeśli dałaś radę pomimo, że jak pisałaś łatwo nie było, to teraz będzie już tylko lepiej! Musi być nie ma innej opcji ! :) Trzymam kciuki ! :)

    • Dziękuję, Patryk! :)
      Jest mi miło wiedzieć, że czytasz mój blog!
      Pozdrawiam Cię z Hua Hin :)

  • gosza

    Nie bylam jeszcze na barce! Pogoda fatalna, z reszta Dasza bez Ciebie nie ide:)

    • Ah ta polska pogoda… Niezależnie od niczego, idź koniecznie, tańcz do rana z dj’em, chodź na wszystkie koncerty i baw się też za mnie!!! Enjoy the summer, Gosia! :*
      Dziękuję, że czytasz i komentujesz!

  • Katia Kovrigina-Jarema

    Bardzo ciekawie napisałeś!!!!! Brawo. Nie mogłam się oderwać od tekstu (Jakby nie dziecko które ciągnęło mnie za rękę to przeczytała bym to za jednym ciągiem). Szczególnie dlatego że widzę jak prawdziwie wszystko piszesz bo widziałam wiele z tych rzeczy na własne oczy.
    Wzięłam dla siebie informacje o meduzach (ale to było niespodziewane doświadczenie!)) Np. to że zwykłą wodę można pogorszyć sytuację. Dobrze że za parę dni plamy znikły bez octu. Ale wiesz, u Daniela wciąż są widoczne czerwone pogryzienia od tam tych meszek( szczególnie na twarzy(
    Ciekawie się dowiedzieć że Twoja ulubiona temperatura to 26 stopni) U mnie też dokładnie tyle)
    Wiesz, również zauważyłam że można się przejeść papają) Bo przywieźliśmy ze sobą nie tylko tajskie zupki))) ale też 5 papai, którymi częstowaliśmy rodzinę i musieliśmy je szybko zjeść żeby się nie popsuły))
    Po przeczytaniu tego co napisałaś, baaardzo mi się zachciało tajskich mango, pociętych i podanych Twoim sposobem)) Niestety oni by nie przeżyły podróży bo są bardzo miękkie ale są takie dobre!))
    Ale przywiozłam ze sobą zestaw do samodzielnego robienia PadTai i jutro go zrobię))
    Świetne macie doświadczenie życiowe)))))
    Jeszcze raz gratuluję z 3 miesiącami!)))
    Jesteście zuchami!

    • Katia,
      Ogromnie Ci dziękuję za taki miły komentarz i Twoje doświadczenia. Wciąż odkrywamy nasze podobieństwa! :)
      Mam nadzieję, że pogryzienia zejdą bez śladu! :/
      Nie słyszałam o takim zestawie do Pad Thai! Mega pomysł, szczególnie że Ty tak go lubisz, a ja odkryłam go dzięki Tobie! :*
      Dziękuję, że odwiedziliście nas, to dla nas bardzo dużo znaczy!
      Ściskam mocno!

  • wocia

    Polecam ćwiczenia Mel B – znajdziesz na YT.

    • Dziękuję bardzo. Dużo słyszałam o jej ćwiczeniach, wiele osób chwali. Może czas spróbować :)

  • Magda

    Zdradź proszę jakie książki o rozwoju osobistym polecasz :)

    • Cześć, Magda!

      A jaki temat najbardziej Cię interesuje? Książek o rozwoju jest tak dużo, że można nieźle się pogubić.
      Potęgę rozwoju dla siebie widzę w czakrach, dlatego czytam książki o czakrach i pracy z energią.

      Bardzo lubię też temat odkrywania swojego potencjału, talentów, mocy, dobrej samooceny. Tu polecić mogę

      – Potęgę podświadomości, Joseph Murphy
      – N.D. Walsch – Rozmowy z Bogiem, cz. 1. (książka przewróciła mój światopogląd na temat religii i w końcu ułożyłam sobie wszystko w głowie na ten temat)
      – Dagmara Gmitrzak „Obudź swoją kreatywność” – książka wyjątkowa, unikatowa, jedyna o tym jak odnaleźć swoje powołanie i rozwinąć talenty.
      – no i moja Biblia – Deepak Chopra „7 Duchowych Praw Sukcesu”, o kt możesz przeczytać tu:
      http://www.anahatablog.com/pl/7-duchowych-praw-sukcesu/

      Pozdrawiam serdecznie,
      Dasza

  • Marcepan

    witam
    a ile kosztuje wynajęcie małego domu około 100 m2 w Hua Hin ?

Zapisz się do Newslettera!

 

 Jako pierwszy dostaniesz inspirujące artykuły i unikatowe playlisty, dowiesz się o nadchodzących projektach i wydarzeniach.

Po wpisaniu maila sprawdź swoją skrzynkę w celu potwierdzenia.