Lost where I belong
5 sierpnia 2017
W.E.I.R.D. People – grupa na Facebooku
16 sierpnia 2017
Show all

I Surrender (+ wideo skoku)

Dlaczego skaczesz?

– Mam problem z zaufaniem do świata i ludzi. Chcę odpuścić kontrolę.

– No to wybrałaś najlepszy sposób!

(Z rozmowy z instruktorem i kamerzystą chwilę przed skokiem)

 

MARZENIE

Pierwszy raz ta myśl przyszła chyba w 2008 r. Pamiętam, jak z moją przyjaciółką Katią obie myślałyśmy skoczyć ze spadochronem. Wtedy czegoś zabrakło, i marzenie zostało tylko marzeniem, a potem prawie przeszło do szuflady marzeń, które może zrealizuję w następnym życiu.

9 lat później, czyli 2 sierpnia 2017 r., dostaję od niej sms: „Może skocz ze spadochronem?

Najlepsza przyjaciółka zawsze najlepiej doradzi :D

3 sierpnia, czwartek, siedzę w Mordorze, godzina 16:30, myślami już wychodzę z pracy, jak do mojego biurka podbija Misza, mój kolega i pyta: Hej, co tam? Skaczemy ze spadochronem w niedzielę?

Potraktowałam to jako znak i się zgodziłam!

Do soboty jednak w ogóle odstawiłam myśl o tym, że to na poważnie… Wiedziałam, że skok jest zarezerwowany, ale wciąż do mnie to nie docierało, albo raczej nie chciało dotrzeć.

 

DZIEŃ PRZED SKOKIEM

Pamiętacie ten słynny cytat o tym, że każdy dzień życia trzeba żyć tak, jak by był ostatni? Decydując się skakać ze spadochronem, bierzesz pod uwagę całe niebezpieczeństwo oraz skutki, które to może ze sobą nieść. Oczywiście wierzyłam, że będzie dobrze, ale zostawiałam możliwość tego, że ten dzień może być ostatni w moim życiu.


Jak spędziłbyś ostatni dzień swojego życia?


W sobotę obudziłam się około 8.30. Posprzątałam mieszkanie, umyłam okna, co od razu zmieniło wygląd pokoju, zjadłam pyszne śniadanie, wsiadłam na rower i jeździłam po Pradze. Był piękny letni dzień. Zatrzymałam się u „Żony krawca” na lemoniadę i smoothie, siedziałam i pisałam artykuł. Wieczorem pojechałam na Rynek Starego Miasta, by posłuchać jazz. Grał Marek Napiórkowski z zespołem, było piękne niebo, śpiewały ptaki, wokół było tyle ciekawych ludzi, były moje przyjaciółki…

Jazz pod śpiew ptaków. Photo by AnahataBlog

Skok był zaplanowany na godzinę 7.30 następnego dnia… Wiedziałam, że i tak nie ma co próbować kłaść się spać, więc zdecydowałam imprezować, ile dam radę. O skoku nie powiedziałam nikomu, oprócz przyjaciółki, która wtedy u mnie nocowała…

A więc po koncercie pojechałyśmy na Nocny Market. Przez mój wyjazd do Azji totalnie ominęło mnie to miejsce, i byłam tam po raz pierwszy. Czułam się jak w Tajlandii – noc, mnóstwo ludzi i dobrego jedzenia, muzyka i drinki. Lubię taki klimat! Siedziałyśmy z najbliższymi przyjaciółkami i gadałyśmy o życiu, dużo się śmiałyśmy. Potem pojechałyśmy nad Wisłę, kiedyś i w sumie do tej pory, moje ulubione miejsce na lato w Warszawie…

Pamiętam, jak w pewnym momencie złapałam się na myśli, że jeśli to byłby ostatni dzień mojego życia, to chciałabym spędzić go właśnie tak: rozmawiając i tańcząc z przyjaciółmi, słuchając dobrej muzyki, pisząc artykuł na bloga, delektując się dobrym jedzeniem i pogodą. Byłam szczęśliwa.

Prawdziwa przyjaźń jest bezcenna

Do domu wróciłyśmy przed 3 w nocy. Nastawiłam budzik na 4.40. Nie zasnęłam ani na sekundę.

Kiedy dopuszczałam do siebie myśl, że skoczę ze spadochronem, zaczynały mi się trząść ręce, serce biło tak mocno, że nie umiałam nad nim zapanować, czułam, jak strach paraliżuję moje ciało i umysł. Wtedy oddychałam głęboko i odpuszczałam strach z wydechem, nie próbowałam się go pozbyć (chce mi ratować życie, przecież), tylko rozmawiałam z nim:

Wiem, że chcesz mojego dobra, ale jestem ciekawa, jak to jest skoczyć ze spadochronem, to moje marzenie, i jego realizacja jest mi teraz potrzebna. Szanuję Cię, ale robię swoje. Oddycham.

 

DZIEŃ X

Od czwartku codziennie sprawdzałam pogodę na niedzielny poranek, i cały czas obiecano nam brak deszczu, ale chmury. Jak tylko wyszłam z domu o 5 rano, zaczęło lać…

Nie wiedziałam, czy chcę, żeby deszcz nie przestawał, i wtedy oznaczałoby, że nie skaczę dziś i prawdopodobnie już nigdy, czy jednak chcę, żeby deszcz się skończył… Pomyślałam sobie, że jak deszcz się skończy, to znak, że dzisiaj to zrobię.

Wyruszyliśmy z Warszawy o 6. Trójka wariatów – ja, Misza i jego kolega Tomek. Całą drogę się śmialiśmy, ale rozmawialiśmy też o czakrach i medytacji.

Nie uwierzycie, ale ja totalnie zaufałam chłopakom i nawet nie weszłam na stronę firmy organizującej skoki i nie przeczytałam ani jednej opinii na ich temat. Wierzyłam, że chłopaki to na pewno zrobili… Wiedziałam tylko, ile gotówki muszę zabrać, gdzie i o której się stawić. Później okazało się, że nikt z nas tego nie zrobił. Zaufanie.

W Chrcynno byliśmy około 7. Niebo było całe w chmurach… O godzinie 8 zaczęło się przejaśniać, więc skaczemy.

To właśnie wtedy do mnie i do każdej komórki mojego ciała dotarło, co ja robię…

Stan, w którym jesteś przed skokiem, ciężko mi będzie opisać słowami, ale pamiętam, że nie chciałam się wycofać z tego. Ciekawość wygrała ze strachem o 1%, ale tego wystarczyło.

Szkolenie trwało może z 10 minut. Mam bardzo dobrze rozwiniętą wyobraźnię, więc w momencie, kiedy instruktor pokazał mi, jak wygląda moment skoku z samolotu, poleciały mi łzy. To był pierwszy z dwóch momentów, kiedy płakałam tego dnia.

 

Następnie wsiadamy do samolotu, przypinamy się do instruktorów, rozpędzamy się, lecimy. Lot zajmuje około 10-15 min. Myślałam wtedy o wszystkim i o niczym, modliłam się, ale nie mogłam dokończyć nawet Ojcze nasz, wiedziałam, że stąd nie ma już powrotu innego niż skok.

Pamiętam, jak zapytałam instruktora, dlaczego tak słabo jesteśmy przypięci do siebie… Na co kamerzysta: Do cholery, opuść tę kontrolę już!

Zaczęłam się śmiać. Nawet tu próbuję kontrolować! Cała ja!

Zaczęłam głęboko oddychać i starałam się maksymalnie rozluźnić ciało.

Tomek skoczył pierwszy. Kiedy trzeba było się zbliżać do drzwi, pamiętam, że zaczęłam mówić coś w stylu „O nie, nie dam rady, nie da rady!!!” Po czym znowu odpuściłam kontrolę, usiadłam na krawędzi samolotu, opuściłam nogi… Raz, dwa, U F A M, trzy….

4075 m. 52 sekundy spadania bez spadochronu z prędkością 203 km/h.

Nie pytajcie mnie, co czułam, kiedy leciałam 2 kilometry w dół (spadochron otwiera się dopiero na wysokości 2000 m).

To nie jest spadochron :D

Powiem tak – dobrze, że jest wideo, bo adrenalina jest tak silna, że ja ledwie co pamiętam.

Ja: Wierzysz w Boga? Tomasz: Tak. Ja: Chyba go przed chwilą widziałam.

Pamiętam adrenalinę zmieszaną ze strachem, które wypełniły całe moje ciało, pamiętam jak na sekundę otworzyłam oczy i przestraszyłam się jeszcze bardziej, jak kamerzysta wziął mnie za rękę, co na początku było mega nie komfortowe i powodowało, że jeszcze bardziej się bałam, a potem poczułam jego wsparcie! Pamiętam, że mimo wszystko panowałam nad sobą i zmieniłam pozycję jak trzeba. Pamiętam moment, kiedy on otworzył spadochron i mocno lecieliśmy w górę! To było jak na największej huśtawce świata! Mój ulubiony moment!

N I E P O W T A R Z A L N E!

Pamiętam, jak nagle zrobiło się tak mega cicho… Otworzyłam oczy. Wciąż byliśmy bardzo wysoko. Niebo było jasne, świeciło piękne słońce… Wtedy dopiero zaczęłam świadomie oddychać. Emocje przepełniały. Popatrzyłam w górę – widziałam nasz przepiękny spadochron w kolorach turkusu. W dół – zielone pola, małe domki, drogi. Instruktor na chwilę dał mi sterowanie, zaczęliśmy skręcać w prawo, w lewo… Było tak pięknie!


Nie miałam w głowie ani jednej myśli, ani jednego zmartwienia, ani smutku. Poczucie wdzięczności i piękna przepełniały każdą komórkę mojego ciała… To było 10000% tu i teraz.


Wylądowaliśmy wyjątkowo miękko… Wtedy dotarły wszystkie emocje. Nie potrafiłam mówić.

Nigdy nie przeżyłam takiej adrenaliny i takiego szczęścia.

To był jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu.

Emocje uspokoiły się dopiero następnego dnia, ale wciąż mam mokre dłonie, jak piszę ten artykuł, albo oglądam wideo…

We did this!

Thank you, guys! <3

Dziękuję wam chłopaki, że zaproponowaliście mi ten skok. To było piękne, przeżyć to z wami!

Dziękuję, Tomek Witkowski, instruktor, – za pierwszy skok w moim życiu, za ogromną empatię i zrozumienie.

Dziękuję, Kamil, fotograf, – za piękne zdjęcia i wideo, za to, że trzymałeś mnie za ręce na wysokości 3000 metrów.

Dziękuję całej szkole skydive.pl

Dziękuję też sobie za to, że jestem dokładnie taka, jaka jestem.

Dasza

P.S.

Katia: I jak, pomogło zaufać?

Ja: To jest proces, praca nad sobą…

Katia: To po co skakałaś? :D

Ja: Kłamstwem by było powiedzieć, że dziś jestem nową osobą, totalnie ufającą ludziom i światu. Ale wczoraj zrobiłam ważny krok – krok z pokładu samolotu ;)

Anahata Blog
Anahata Blog
Żyj świadomie
  • Magdalena Malinowska

    wzruszające ;) oczywiście się popłakałam – wiadomo – jak to ja, ze wzruszenia ;) Jesteś zuch !!!

    • Dziękuję, Magda! Też się popłakałam jak widać :)))

Zapisz się do Newslettera!

 

 Jako pierwszy dostaniesz inspirujące artykuły i unikatowe playlisty, dowiesz się o nadchodzących projektach i wydarzeniach.

Po wpisaniu maila sprawdź swoją skrzynkę w celu potwierdzenia.